Joseph Joestar x Fem! Reader




"Jak pokonać Satana?"


Rozdział 2 z ?


Twoje wejście sprawiło, że przywódca się odwrócił i wystraszony pokazywał Ci specjalnym znakiem, że powinnaś atakować, a Ty wyjęłaś pistolet. Wiedziałaś i nie wątpiłaś w swoje preferencje, ale przeczuwałaś, że zwykła mała broń nie wystarczy, by uszkodzić tak potężnego człowieka. Silna postać ponownie zaczęła strzelać, ale o dziwo nie dotarły do Ciebie, ani do innych żyjących w pomieszczeniu. Jednak teraz zauważyłaś, ze źle przeczytałaś znak. Byłaś cholernie rozkojarzona tą listą.

- [imię]! Wezwij posiłki! - Rozkazał Stroheim gwałtownie i trochę przestraszony co Cię trochę to zaskoczyło, kiwnęłaś głową, biegnąc prędko do czerwonego guzika, który był kilka stóp od Ciebie. Miałaś blisko rękę, gdy dziwny laser wbił się w czerwony przycisk, który od postrzału, zepsuł się.

- To już przesada, nie sądzisz?  Prawie byś trafił w tą uroczą damę w mundurze! - stwierdził nieznany Ci mężczyzna, gdy już dawno przestał używać dziwnej, pomarańczowej tarczy, którą w niejasny dla Ciebie sposób, stworzył. Spojrzałaś się na wprost, gdy twoim oczom ukazał się człowiek z kamienia, który teraz patrzył się na Ciebie niezbyt przychylnie, a ty od razu rzuciłaś się w stronę ławki, chowając się za nią, gdy w pośpiechu wyciągałaś broń i wymyślałaś plan. - Ej, jeszcze z Tobą nie skończyłem! - znów usłyszałaś ten głos, a ty pierwszy raz poczułaś coś takiego, jak strach lub... Bezsilność. Pomimo, że masz pistolet wiesz, że to i tak nic nie pomoże skoro na ziemi leży już tyle żołnierzy, którzy mieli o wiele lepsze bronie. A może... To właśnie jest szansa? Ponownie przysłużysz się Storheimowi przez co wymaże Cię z tej listy? Pomyślałaś chwilę, nawet jeśli... Nie masz nic do stracenia. Westchnęłaś, gdy zebrałaś resztę odwagi i wstałaś od wracając się prędko.

Wtedy zauważyłaś zaciętą walkę pomiędzy młodym mężczyzną, a tym przerażającą postacią. Twój w jakimś sensie wybawiciel, był na prawdę wysoki i bardzo dobrze zbudowany.  Miał krótkie, ciemne i niesforne włosy. Część jego grzywki sterczała w powietrzu, gdy jego jasne oczy spoglądały dość groźnie na przeciwnika. Spojrzałaś prędko na Storheima i podbiegłaś do swojego przywódcy, gdy on nieco odepchnął Cię od niego.

- Trzeba było się szybciej ruszyć! Co się z Tobą dzieje [imię]? - swoim twardym tonem wywołał dreszcz na twoich plecach, a potem dyskretnie próbował wezwać ludzi do pomocy, by móc zabić Satana. Powstrzymałaś się od wywołania walki. Wystarczyło, że już jedna trwa. Jednak wszytko nagle ucichło, gdy młody nieznajomy stanął naprzeciw bardzo umięśnionej postaci wyglądającego, jak człowiek.

- Jojo! Posłuchaj mnie uważnie - twój przywódca zwrócił się spanikowany do mężczyzny, a ty stałaś naprzeciw niego, gdy zestresowana spoglądałaś raz na ciemnowłosego, a raz na przestraszonego Storheima - Ten człowiek z filaru, Santana zamienia ludzi w wampiry za pomocą maski! - poinformował, gdy Santana patrzył się na was przenikliwymi oczami. Nie atakował, nic. Jakby czekał co będzie dalej. - Traktuje ich, jak zwierzęta!

Młody mężczyzna nazwany przez szefa Jojo wyglądał, jakby nad czymś myślał, a ty stałaś. Nie wiedziałaś co powinnas zrobić, więc poszłaś w ślady strasznej postaci.

- Jest za bardzo niebezpieczny! Musimy go zabić! - stwierdził blondwłosy, gdy założył ręce na głowę.

- Uważaj, Jojo! - nagle odezwał się staruszek na wózku inwalidzkim, który najwidoczniej także znał tego chłopaka. Jasnooki podniósł jedna rękę i kierował ją na twarz człowieka z filaru. Już po nim... Jest głupi czy jak?! Wewnętrznie się gotowałaś ze złości przez bezmyślność nieznajomego. Muskularna postać, jednak patrzyła się na niego, nic nie mówiąc. Czy szykuje się do ataku?

Wtedy, nagle Jojo dotknął jego czubek nosa.

- Dotknąłem! - oznajmił uśmiechnięty, gdy odskoczy od niego, jak mały dzieciak. To bylo dla Ciebie... Na prawdę żałosne.

- Potarfisz mówić, prawda? - zapytał go, gdy pokazywał przypadkowe znaki dłonią biorąc je lekko do góry. - Siemanko! Co słychać? - zrobił chwilę przerwy - Dziendoberek, boberek - zaczął powtarzać, gdy ty stałaś zażenowana i trochę zaskoczona jego niepoważnym zachowaniem, ale najwidoczniej nie tylko ty to czułaś. - Dawaj panie Santana! Powtarzaj ze mną!

- Jojo! Ty krytynie! Zwariowałeś?! - skarcił go Storheim, gdy nadal zaskoczony patrzył się na niego.

- No myślałem, że może być z niego spoko gość, więc dałem mu szansę - powiedział, jakby to było najbardziej oczywiste, gdy twój szef patrzył się na niego niedowierzając, że ktoś może być aż tak głupi.

- Ty chyba nie widzisz powagi sytuacji! - wtrąciłaś się, przez co wszyscy spojrzeli na Ciebie. Pokazałaś swoimi dłońmi całą otaczającą was przestrzeń - Nie widzisz ile osób zabił?! Twoje zachowanie jest niedorzeczne!

- Otóż to! - Storheim zgodził się z moimi słowami.

Jojo zwrócił na Ciebie uwagę, większą niż tego chciałaś, gdy uśmiechnął się.

- Teraz żałuję, że wymigiwałem sie od wojska... - stwierdził, gdy nadal popatrzył sie na twoją osobę, jeszcze przez chwilę, gdy zwrócił wzrok ku twojemu przywódcy. - Poza tym... Czy to nie wasza wina, że wy w tym maczaliście palce? - rzucił, gdy oskarzycielko pokazał palcem na Storheima.

W tym miał słuszność, więc w duszy przyznałaś mu racje. Budzenie go ze snu, nie było dobrym pomysłem.

- Poza tym... Nie po to tu przyszłem. Miałem zamiar od samego początku zabrać Speedwagona do Nowego Yorku - rzucił mu ostatnie niezbyt przyjemne spojrzenie, gdy rzucił wzrokiem na mężczyznę na wózku, a potem ponownie zwrócił uwagę na Santana. - A do tego gościa nie mam żadnego interesu - oddalił sie nieco od Niemca, a ty spojrzała się na niego ciągle z zaskoczoniem wymalowanym na twarzy - Ale dobra! Teraz od początku! Dziendobrek boberek! - ponownie próbował namówić człowieka z filaru do jakiekolwiek interakcji. Jednak zamiast tego przeszedł obok niego obojętnie. - A on co? Ignoruje mnie? Teraz to już przesadził... - Jojo nagle kopnął mężczyznę w kostkę, przez co jego dolną kończyła przerwała się na pół. O dziwo, jego stopa szybko się zrosła, a niepoważny mężczyzna upadł na ziemię pośladkami, zaskoczony.

Byłaś zagubiona i nie umiałaś teraz zrozumieć tej całej sytuacji. Tobie już puściły nerwy, gdy Santan ciągle zachowywał powagę. To było dla Ciebie najgorsze. Nie Byłaś wstanie go odczytać. Takiego przeciwnika każdy powinien się bać. Nie wiadomo co mu siedzi w głowie.

- To było na prawdę dziwne... I to uczucie! - spojrzał się na swoją nogę, gdzie było widać poszarpany koniec spodni. Mężczyzna z filaru nadal szedł, dopóki nie pochyliła się i zabrała broni z podłogi jednego z martwych żołnierzy.

- Nigdy czegoś takiego nie widziałem... - stwierdził szczerze zainteresowany bronią, którą teraz wziął z podłogi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Joseph Joestar x Caesar A. Zeppelin

Fugo Pannacotta x Dying! Fem! Reader

Joseph Joestar x Caesar A. Zeppelin